Start
Mistrzowie pióra

Natura ludzka musi zawsze coś podziwiać; różnice są tylko w odcieniach.

 

   Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz - powiedział Forrest Gump. Tak samo rzecz się ma z obiektami do podziwiania. Nie wiesz, na co trafisz, ale co z tego? Przecież i tak wieloma rzeczami się zachwycasz.

   Urozmaicona ścieżka życia prowadzi przez lasy, doliny, góry i rzeki. Amplituda egzystencji jest oscyloskopem, który pokazuje tępo i zróżnicowanie jej przebiegu. Na zmianę umiarkowane i przyspieszone, znów umiarkowane, przyspieszone i umiarkowane, i umiarkowane, i przyspieszone... i tak bez końca. Prawdę mówiąc, żyjemy na wielkiej kolejce górskiej. Powoli wjeżdżamy na szczyt, cieszymy się niebem, po czym z impetem dotykamy ziemi. Zataczamy koła, mijamy ściany labiryntu, aby wyjść na prostą. Życie to także galeria sztuki. Przechodząc między namalowanymi obiektami krajobrazu, portretami ludzi zachwycamy się barwami, kształtami… Z jednej strony stoicki spokój, harmonia i opanowanie, z drugiej chaos i abstrakcja. W renesansie, czy to w życiu, czy to w sztuce, dominowała doskonałość w każdym calu i to imponowało ówczesnym. Jednak życie ma w sobie więcej abstrakcji niż harmonii. Kolaż naszej egzystencji, zawiłości myśli i uczuć, przedstawiał na przykład Pablo Picasso. Choć jego dzieła są dla niektórych niezrozumiałe, podobają się wielu ludziom. Ja też należę do tej grupy. Uważam, że nie należy zachwycać się pozorami, a jedynie realną, prawdziwą stroną. Nie oszukujmy się - prawdziwe życie jest zagmatwane i często trudne do zrozumienia. Niektóre rzeczy są dla nas abstrakcyjne, ale to właśnie one są odzwierciedleniem otaczającej nas rzeczywistości.

   Pójdźmy śladami nastolatek, które adorują młodych chłopców „bo są ładni”. Bieber, czy One Direction to tylko pozoranci, którzy przyciągają fanki „zrobionym” głosikiem, makijażem i wymyślną  fryzurą. Może i Mozart nie był przystojny, ale jego muzyka jest… głębsza? Za to teksty bożyszczy nastolatek są płytkie jak woda w basenie dla noworodków. Zaśpiewają kilka razy I love you baby, a oszalałe tłumy dziewczyn już planują wesela. Zdumiewa ten owczy pęd za prostotą. Ostatnio na scenie światowej zasłynęła koreańska grupa PSY. Ich fenomenem nazywa się piosenkę, której jedyne słowa to oppa gangnam style, powtórzone może trzy, a może cztery razy – nic wymyślnego, ani trudnego. Jeden wers i układ taneczny, który jest prosty jak drut. Z muchy – słoń. To ci sztuka! Coś lubimy bardziej, coś mniej. Coś, co nam wydaje się piękne, dla innych jest „takie sobie”. Amerykańskie nastolatki dostają tyle kieszonkowego, ile wynosi najniższa średnia krajowa pensja pracownika w Polsce. Co rusz kupują nowe ciuchy, a na typowy t-shirt i jeansy patrzą z niesmakiem. W „Pamiętniku zakupoholiczki” pojawia się wątek kupowania „wszystkiego i pomimo wszystko”.  Kobieta popadła w nałóg. Z debetem na koncie bankowym i pokaźną sumą długu kupowała bzdety, które tylko zapełniały szafę i prowokowały nowe pożyczki. Jak dwa ujemne bieguny magnesu odpychała  rodzinę, przyjaciół, miłość. Wszystko kosztem zwrócenia na siebie uwagi. Człowiek już tak ma. Dlaczego tak często kupujesz ciuchy? Bo zmienia się moda, czyli gust, czyli znów wszystko sprowadza się do upodobań. Bo nie kupujemy przypadkowej, tak zwanej pierwszej lepszej sukienki, tylko taką, w której podobamy się sobie.

   Wszystko jest piękne, ale coś wywiera na nas szczególne wrażenie. Spośród palety barw wybieramy jeden odcień, tak jak spośród natłoku myśli wybieramy jedno dominujące zdanie. Nie zdając sobie z tego sprawy podziwiamy wiele rzeczy. Mijając wystawę sklepu meblowego, rozmyślamy nad wyglądem sofy i już w myślach ustawiamy ją w salonie. Przechodząc przez uliczną zebrę, zachwycamy się nowym modelem Mercedesa, który nie zwracając uwagi na to, iż stoimy z malutkim dzieckiem, ochlapał nas, wjeżdżając z impetem w kałużę po porannym deszczu. Mówią, że piękni mają lepiej. Czy to znaczy, że powinnam być optymistką, bo samochód, który mnie ochlapał nie był brzydki? Lepiej mieć szklankę do połowy pełną, niż do połowy pustą. I choć wychodzi na to samo, pierwsza wersja brzmi lepiej.

Zachwycamy się upalnym latem, śnieżną i mroźną zimą, kolorowymi darami jesieni. „Cielęcy zachwyt” wywoływany jest też ciekawą książką, kapciami z pomponami, a nawet różowymi firmowymi adidasami dla noworodka, choć zauroczenie mija wraz z ilością cyfr przed przecinkiem na metce. Zachwycamy się dosłownie wszystkim, co spotykamy na swojej drodze, lecz jednych zachwycają rzeczy materialne, innych duchowe. Ci pierwsi zaprzątają sobie głowę tym, co pomyślą ludzie, gdy zobaczą ich w czarnej sukience i trampkach lub tym, czy omdleją na widok naszego nowego telefonu, kupionego zupełnie niepotrzebnie, ale przecież to był najnowszy model…Ci drudzy zachwycają się samym istnieniem. Krzysztof urodził się cały i zdrowy. Zachorował na białaczkę. Żyje z tą chorobą już siedem lat i choć jest mu ciężko, docenia każdy moment życia, bo choroba uświadomiła mu, że może  być bardzo krótkie. Otoczony bliskimi i przyjaciółmi przeżywa każdego dnia kolejny odcień egzystencji: pobyt w szpitalu, zabieg, trudną rozmowę z lekarzem, to znów spacer z koleżanką, wspólne wyjazdy z rodziną, zmagania podczas gry w scrabble. Zdrowi niejednokrotnie nie potrafią docenić tego, co przynosi kolejny dzień. Przeżyć dzień tak, jakby to był twój ostatni i zachwycać się wieloma jego drobiazgami. To dopiero sztuka!

   Zauroczenie, aplauz, podziw, poklask, uznanie, euforia, admiracja, adoracja, cześć, czołobitność, hołd, kult, uwielbienie…  Niektóre słowa wypowiadamy kilkanaście razy w ciągu dnia, ale nasze myśli kształtują je według własnych kryteriów. Nasze życie jest funkcją, która od narodzin,  aż do śmierci ma stałą, średnią wartość. Oczywiście podziwianie nie jest niczym złym, dopóki nie przeradza się w obsesję. Musimy tylko wyważyć szalę tak, aby nie była zbytnio pochylona ani w stronę nadmiernego zachwytu, ani w stronę niedowierzania we własne możliwości i umiejętności. Zachwyt dla doskonałych kształtów „Dawida” Michała Anioła wrócił. W epoce fitnessów, siłowni, ćwiczeń kulturystycznych, retuszów fotografii jesteśmy świadkami fizycznej doskonałości. Dążymy do niej drakońskimi dietami, zachwycamy się szczupłą talią, zgrabną nóżką, kaloryferem na brzuchu, rozmiarem bicepsa. Ała! Przerost formy nad treścią. Co w środku? To zależy. Nie każdy rycerz zasługiwał na miano zakutego łba, tak samo, jak nie każdy rozkroku mistrz i przykucania, który brzuch ma w dwudziestu pięciu minach nie wie, co mówi.

 

Klaudia Julia Wąsicka (opublikowano 26 marca 2013 r.)