Start
Mistrzowie pióra

Natura ludzka musi zawsze coś podziwiać; różnice są tylko w odcieniach.

 

 „Co podziwia moja natura – czyli, dlaczego jestem inna niż wszyscy.”

   Stoję w muzeum. Patrzę na obraz wiszący przede mną i nic nie kumam. Wielka kolorowa plama, której ktoś nadał imię. Równie dobrze mógłby narysować ją mój sąsiad w wieku daleko przed szkolnym. Rozglądam się dookoła i patrzę na ludzi, którzy zachwycają się tym dziełem. Zaczynam myśleć: Może ja mam problem? Przypominają mi się słowa : „Natura ludzka zawsze musi coś podziwiać… różnica jest tylko w odcieniach.” W takim razie, co ma być przedmiotem mojego zachwytu, skoro nie jest to „to coś”, co wisi na ścianie? Wyruszyłam na poznawanie siebie.

   Mijają dni. Idę ulicą dziarskim, zdaje się, krokiem, jest 7 stopni na minusie, ale  nieodśnieżone chodniki, takie swojskie polskie standardy, nie pozwalają na przyspieszenie. Marzę tylko o szklance czegoś ciepłego. Czy mam ochotę wtedy czymś się zachwycać? Nie. W moim przypadku zima nie zasługuje na podziw, bo ilekroć spojrzę na śnieg, nawet otrzymując piękną pocztówkę z Aspen, mam przed oczami wszystkie zaspy, w których można utknąć. Zaspy śniegu, zaspy niemocy, zaspy choroby...nawet na horyzoncie nie pojawia się zaspa zachwytu. Brrr! A precz zimo!

   Brnę w zasoby pamięci i natrafiam na chwile z wycieczek i podróży.  Dziś potrafimy zapłacić wielkie sumy, tylko po to, by „polizać” ścianę w Wieliczce - przyznajmy się: kto, jako niesforny dzieciak, w wieku wyżej wspomnianym, nie miał ochoty tego zrobić? Przypominam sobie, że kiedy zwiedzałam Kraków, wszyscy zachwycali się zabytkami, natomiast ja obserwowałam ludzi i to, w jaki sposób się zachowują. Nie mówię, że Wawel czy kościół Mariacki nie są warte uwagi. Krużganki czy hejnał – zachwycają...innych. Dla mnie frajdą było obserwowanie kolorowego tłumu w Sukiennicach, słuchanie wielojęzycznych rozmów, pomoc w odnalezieniu na mapie punktu docelowego...a co! Mobilny, żywy GPS w akcji! Czyż to nie fascynujące? Być w środku zamieszania. Czuć się potrzebnym. Czerpać z życia. Zdobywać doświadczenie.

   Błądząc dalej w swoich rozmyślaniach, wkraczam do globalnej wioski. Przeglądam w internecie grafikę i natrafiam na taki obraz jak „Niebieski szofer” Andrzeja Wróblewskiego. Dostrzegam powiązanie pomiędzy kolorami i uczuciami. Zieleń zawsze kojarzyła mi się ze spokojem i  może trochę z krową, bo przecież ona je zieloną trawę. Większość emocji ma określony kolor. I tak np. czerwony to gniew lub pożądanie, biel przywodzi na myśl dobro, a zło ubiera się w czerń. Kolory mają dużą rolę w tym, jak odbiorę dany obraz, czy będę go podziwiać, czy przejdę obok obojętnie. Rzeczy kolorowe i ruchome sprawiają, że uśmiecham się i mam dobry humor. Niezdiagnozowane ADHD? Ale ten obraz przedstawia śmierć, w odcieniu bólu. Zatrzymuję się. Ale już za chwilę dzwonek telefonu, skoczna piosenka w radiu, szczekanie psa...

   Chciałam  sprawdzić, jak moje poglądy wypadają na tle innych, bo nawet jeśli mówię, że nie obchodzi mnie ich zdanie, to i tak wolę wiedzieć, co myśli opozycjonista. Przeżyłam zawód. We wszystkowiedzącym „necie” nie znalazłam czegoś w stylu ankiety pt. „Co najczęściej podziwiają Polacy?” . Wyskoczył mi natomiast artykuł o tym, że ktoś podziwia sztuczne dodatki jakiejś celebrytki. A to ci dopiero powód do dywagacji i zachwytu! Myślę, że różowy, bo przecież królowa jest tylko jedna. Czuję się zawiedziona. A mówią, że w sieci znajdziesz wszystko. Ha, ha...

   Prawie u kresu mojej podróży reasumuję. Obrazy, te malarskie dzieła sztuki – jeszcze nie! Krajobrazy czterech pór roku z akompaniamentem Vivaldiego – może później. Zabytki i architektura przechowująca dotyk Piastów i Jagiellonów – niekoniecznie. Puszyste noski butków celebrytki – zdecydowane nie! Zachwyca mnie to, co SIĘ DZIEJE! Tato wspominał podczas świątecznych rozmów program pt. „Zwierzyniec”. Zaśpiewał: „Te, co skaczą i fruwają, na nasz program zapraszają...”Niewiele widziałam. Za mało przeżyłam. I w ogóle wszystkiego za mało w moim życiu zrobiłam. Jedno, co mogę stwierdzić na pewno, to fakt, że podziwiam dla przyjemności. I ewidentnie nie mam żadnego problemu. Mojego zachwytu raczej nie wzbudzą szare blokowiska i walki bokserów, jedynie dynamiczny krajobraz ludzkich charakterów, pełnych pogody ducha. Rezolutny czas dojrzewania. Pasja, jaką można spostrzec podczas kłótni. Oczy matki pełne bezwarunkowej miłości. Moja nauczycielka, która tak bardzo chce nas czegoś nauczyć, że przez swoje wygibasy pod tablicą o mały włos nie gryzie podłogi w klasie. TO jest właśnie TO COŚ, co chcą absorbować  moje oczy i chce podziwiać  moja dusza. Wkraczając w kolejny etap mojego życia, pragnę zachwycać się mądrymi i uśmiechniętymi ludźmi. Być może uciszą one żądną wrażeń nastolatkę i pozwolą, by znalazła wiedzę i podziwiała również inne obszary, a przede wszystkim umiała zatrzymać się w świecie pełnym kolorów i ich odcieni.


 

Monika Spyra (opublikowano 27 marca 2013 r.)