Start
Mistrzowie pióra

Natura ludzka musi zawsze coś podziwiać; różnice są tylko w odcieniach.

 

        Podziwiać czy nie podziwiać, oto jest pytanie!

   Oj, dajmy już sobie spokój z tymi hamletowskimi dywagacjami. Roztrząsać, czy nie roztrząsać? To leży w ludzkiej naturze, a natura ludzka musi. Więc zawsze coś podziwia, różnice są tylko w odcieniach. Świat nie jest tylko biały, albo czarny. Znajdujemy w nim także szarość i, tu proszę o skupienie, w wielu różnych odcieniach! Zajmijmy się obszarem naszej codziennej egzystencji.

   Gdzie się nie pojawimy, coś wzbudza w nas zachwyt. A to dziecko sąsiadów spotkane na ulicy: Jaki śliczny bobas! Oczka po mamusi, a usteczka - wykapany tatuś!, a to praca domowa koleżanki, za którą dostała najwyższą ocenę, bo, skubana, przeszperała zeszyty starszej, zdolniejszej siostruni i poszła na żywca. Przykładowym przykładem może być też high school tak często ukazywana w filmach rodem zza oceanu. W tej dżungli nastolatków, w których buzują hormony, (ależ oni tam szybko dojrzewają!) ujrzymy rzędy dziewczyn, których wzrok biega od jednego kolegi do drugiego. Szepcząc i chichocząc, podziwiają każdego, mimo iż mają oni różne odcienie. A to grzywka zadarta, pulowerek za dwie stówy, czy samochód tatusia prawie milionera. A to niebieskooki wysoki brunet emanujący spokojem, to znów otoczony grupką kumpli opalony i umięśniony surfer, od którego bije pewność siebie, a tam prymusek w okularkach - tak naprawdę jest wspaniałym przyjacielem. Skoro natura musi coś podziwiać, to szkoła jest do tego idealnym miejscem. Jeśli przyrównać naturę ludzką do bakterii, to budynek oświatowy jest szalką Petriego z pożywką dla niej. Im więcej pożywki, tym bardziej bakteria się mnoży. Moja mama, gdy powiem do niej: Zaraz!, mówi : „Zaraz” to taka wielka bakteria. A skoro nasze młode społeczeństwo używa aż zanadto tego słowa, to porównanie jest trafione w dziesiątkę.

Gdy kobieta pójdzie do sklepu odzieżowego, na przykład takiej Zary, to ciężko ją stamtąd wyciągnąć. Będzie biegała od jednego stojaka do drugiego. Zza trzeciego wyjdzie obwieszona wieszakami z odzieżą i potykając, i uginając się pod ciężarem, ruszy do przebieralni. I trudno się jej dziwić. Ona wyhodowana została w szalce, w której przeważył wielki zaraz konsumpcjonizmu, charakterystyczny skądinąd dla naszego zwariowanego wieku.  Cały obszar zachwytu tejże pani skupi się na modelkach, które mają nogi do nieba, szczupłe, nieosiągalne dla zwykłej śmiertelniczki talie, wypacykowane buzie, z których, jak zdjąć tę zasłonę, pokazują się zupełnie normalne dziewczyny, jakie mijamy na naszych prowincjonalnych ulicach. Chce im dorównać. A ponadto towarzyszy jej myśl: Ale mi Dziunia z naprzeciwka będzie zazdrościć! Hi, hi, hi! Króluje odcień materialistycznego mieć nie być. Takie czasy....? Takie obyczaje...? O, już widzę łapiącego się za głowę Cycerona.

Jak więc ma się sprawa z odcieniem być? Pełnić rolę nauczyciela, lekarza, ale też córki, narzeczonej, przyjaciółki - każdy ma swoje zadanie w świecie. Na przykład taka ja. Marzy mi się jakaś kariera, chcę iść do takiej i owakiej szkoły, na jakieś tam studia i być kimś. Pomagać ludziom. Być osobą zaufaną. Lecz, niestety, to wszystko sprowadza się do odcienia mieć! Będę pracować, by mieć pieniądze. Będę je inwestować, żeby mieć przyzwoitą emeryturę. A wydam je, aby wdziać na się nowe dizajnerskie rzeczy. I to wszystko sprowadza się do tego wcześniej wspomnianego zarazu konsumpcjonizmu. Jak na nieszczęście, tym właśnie charakteryzuje się nasze pokolenie.

Być, czy mieć, oto jest pytanie ! Hamlet ważył, ja, niegodna, zrównoważę. Gdy będziemy dużo mieć, a będziemy zasypiać gruszki w popiele, to czy szczęście zagości w naszym życiu? Czy gdy będziemy harować jak woły, a i tak niczego się nie dorobimy – czy uznamy to za sprawiedliwe być? NIE! Więc skoro człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest i obce to normalne, że natura ludzka musi zawsze coś podziwiać, różnice są tylko w odcieniach.
 

Anna Irena Kowalska (opublikowano 26 marca 2013 r.)